Rozwiązła - moja refleksja o kompulsywnym kupowaniu kosmetyków
Kiedy wchodzę do drogerii, nie ważne czy tej droższej czy tej tańszej, mam wrażenie, że prawie wszyscy sprzedają to samo, tylko w innym opakowaniu. Na studiach w Madrycie uczono nas, że drogeryjny konsument jest zazwyczaj rozwiązły (promiscuo) i trudno go związać na stałe z danym kosmetykiem (tylko po co zasypuje się nas setką próbek na każdym kroku?). Więc wielkie koncerny oferują mnogość podobnych środków do pielęgnacji skóry i włosów licząc, że jak nie jeden to drugi wpadnie do sklepowego koszyka. Przerabiałam już różne wersje preparatów, tych low cost, tych dobrych i tych luksusowych. I powiem Wam jedno drogie Panie: szału nie ma!
Mogłabyś posiadać w domu jedynie:
szare mydło o prostym składzie, sól epson, olejek lawendowy do kontaktu ze
skórą, wodę różaną (hydrolat), sprawdzony krem do twarzy o prostej formule
dostosowany do twoich potrzeb, dobry szampon bez SLESów i silikonu oraz olej
roślinny do nacierania ciała i włosów. Jeżeli tylko byłabyś systematyczna (utopia)
i konsekwentna (pobożne życzenia), mogłabyś
korzystać z tego zestawu przez dobrych kilka lat uzupełniając go dodatkami
zapożyczonymi z kuchennej półki takimi jak np. cytryna, soda oczyszczona, ocet
jabłkowy itp.
Tak mogłoby by być w idealnym
świecie, ale w rzeczywistości nasza rozbisurmaniona kobieca dusza ciągle
pragnie nowości. Odkąd pamiętam czytam z zapałem kobiece magazyny, nie tylko te
polskojęzyczne i muszę przyznać, że większość z nich utrzymuje się z reklam
kosmetyków, a przynajmniej na to wygląda biorąc pod uwagę objętość gazet. Tym
sposobem, żeby przejść np. od wywiadu z Kasią Nosowską (niezła ta Kaśka, często
ma świętą rację) do felietonu słynnej pisarki należy przerzucić przynajmniej
kilka stron, które kuszą, oj kuszą cud kosmetyką!
Ostatnio odpłynęłam przypatrując
się sympatycznemu rudzielcowi reklamującemu „krem na miły początek dnia”.
Kobieta na pewno nie mogłaby zachęcać do zakupu kremu na przebarwienia, bo jej
twarz była cała pokryta piegami. Ot Ania z Zielonego Wzgórza w nowoczesnej
odsłonie. Z opisu obok dowiedziałam się,
że pokocham (dosłownie) ten produkt za wygładzenie, nawilżenie i wspaniałe
doznania sensoryczne. Poszli na całego! I już mnie mają. Mam szansę na intymną relację z kremem na dzień. Wystarczy wybrać
się do drogerii podanej na dole reklamy.
Może i bym pobiegła po to pudełeczko szczęścia, ale zaraz sobie
przypomniałam, że postanowiłam być zdyscyplinowana i nie ładować na swoją
łazienkową półkę dodatkowych produktów (stary krem się jeszcze nie skończył), a
poza tym decyzję o zakupie nowych kosmetyków należy podejmować, kiedy jesteśmy
zadowolone i wypoczęte. Kiedy jesteś wyprana po pracy, smutna lub padasz na twarz po całym dniu
bieganiny, nie funduj sobie kolejnego kosmetyku na poprawę humoru, bo Twoja
radość będzie krótkotrwała a efekt dla ciała marny. Akurat ten rodzaj
rozwiązłości nam nie służy. Może spróbuj wytrwać przy jednym naturalnym
składzie przez rok tak samo jak chętnie korzystasz ze swoich ulubionych 501 i
na inne dżinsy nawet nie spojrzysz?

Komentarze
Prześlij komentarz